Cześć ;-) !!!!!
Od ostatniego wpisu o subskrypcji Naturalnie z pudełka minęło już sporo czasu. Większość z pokazanych tu rzeczy jest już w użytku od paru miesięcy, a nawet zbliżam się już do ich dna ;-) Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć coś więcej na ich temat z własnego doświadczenia ;-)
Po dostarczeniu jak zwykle punktualnie paczki przez kuriera, z niecierpliwością zabrałam się do jej rozpakowywania. Moim oczom ukazał się następujący widok ;-) Przyznam się, że niektórych z tych rzeczy w ogóle się nie spodziewałam. Jak na razie jest bardzo dobrze. Kosmetyki nie powtarzają się tak jak to ma miejsce w innych tego typu zestawach. Ale do rzeczy...
Zaczniemy od tego co chciałam wypróbować już od dłuższego czasu. O właściwościach węgla w kosmetyce, pielęgnacji można już przeczytać coraz więcej. Maseczki, pasty i co jeszcze, co następne??? ;-)
Gdy otworzyłam pudełko jako pierwsze w oczy rzuciła mi się pasta do zębów ECODENTA. O wybielaniu zębów węglem aktywnym czytałam już od pewnego czasu. Szczerze powiem, że spodziewałam się efektu WOW, a tu eeee tam, nic takiego spektakularnego się nie stało. Skład ciekawy, węgiel już wspomniany, zielona herbata, bez fluoru i SLSów, mięty. Pasta jest w użyciu już od paru miesięcy. Stosuję ją co drugi dzień i dalej zużycie jest znikome. Wydajność więc ma świetną. Ale muszę powtórzyć to jeszcze raz, uzyskany nią efekt mnie nie powalił. Z resztą tego typu pasty czy nawet te wybielające mają tylko podtrzymać efekt zabiegu oczyszczającego w gabinecie dentystycznym, a nie zastąpić go same w sobie. Zobaczymy może po kolejnych miesiącach stosowania wrażenie będzie lepsze, zobaczymy. ;-)
Moim największym rozczarowaniem tej edycji stał się produktem do ust. HONEY THERAPY masło do ust z woskiem pszczelim - JABŁKO, bo o nim mowa, nie pozwolił mi o sobie zapomnieć ani na chwile po jego nałożeniu. Jest tak mocno perfumowany, że od razu zmienia smak w ustach. Nie znoszę tego !!! Prób było kilka. W dzień i w nocy zawsze jest to samo. Nieprzyjemny posmak w ustach. Muszę mu znaleźć inne zastosowanie, albo pójdzie do kosza. Skład był bardzo obiecujący, bo masło shea, miód, olej ze słodkich migdałów oraz jojoba to w zasadzie u mnie standard. Ale czasem jeden element układanki nam nie pasuje i nie potrafimy stworzyć pełnego obrazu. A tutaj tym elementem jest zapach, on zepsuł cały efekt.
Na wykończeniu jest moje mleczko z ZIAJi, więc ucieszyłam się z łagodnego mleczka zmywającego SAISONA. Przyznam, że normalnie nie sięgnęłabym po tak drogie mleczka. Cena regularna to 46zł . Dla mnie za tego typu produkt jest stanowczo za duża. Nie ma co przesadzać i na elementy oczyszczające nie lubię wydawać dużo skoro mają on być bardzo szybko usunięte ze skóry. Przyznam jednak, że oryginalny skład mi to rekomenduje. Stewie, bo o niej mowa do tej pory kojarzyłam tylko ze słodką jej stroną. A tu i ogranicza utratę wody, poprawia nawodnieni, napięcie i inne takie rzeczy. Jest na prawdę delikatna. W połączeniu ze szczoteczką gruntownie oczyszcza moją skórę. Jest ona po takim zabiegu delikatna, miękka i nie mam wrażenia ściągnięcia, nawet gdy opóźnię nałożenie kremu z jakiegoś powodu. Świetna sprawa, ale z uwagi na cenę będę się na prawdę długo zastanawiać nad zakupem kolejnego opakowania.
Kremy do rąk to w zasadzie standard w tego typu zestawach. Ale tu podoba mi się to, że kosmetyki, a raczej ich typ i zastosowanie nie powiela się w kolejnych edycjach. Bo wtedy masz faktycznie czas na zużycie tych kosmetyków. W dołączonym liście do paczki znalazłam informację, że krem do rąk był już we wrześniowym pudełku. Mnie to jednak nie dotyczy, bo prenumeruje pudełka od stycznia.
Ale wracając do sedna. Aloesowo-arganowy krem do rąk BIOPHA ORGANIC w ogromniastej tubie, bo o pojemności 150ml. Jego ogrom mnie przytłoczył. A po kilku zastosowaniach wiedziałam, że będzie mi wystarczył chyba na wieki. Niewielka ilość jeszcze się fajnie wchłonęła. Jednak zbyt duża porcja już stwarzała problemy. Większą ilością można się wysmarować aż po łokcie, dosłownie. Krem ma mocno migdałowy zapach, niezbyt dla mnie przyjemny. Pewnie trafi też na stopy, jak większość takich nieudanych kosmetyków. Ostatnio kończyłam inne kremy do rąk, więc ten dopiero teraz jest w fazie intensywnych prób. Dam mu jeszcze kolejną szansę i zobaczymy jak będzie ;-)
W pudełku znalazły się tradycyjnie katalog z produktami SAISONA. Cieszy mnie to bardzo, bo wcześniej nie znałam tej francuskiej firmy, a teraz mam szerszy obraz jak bogata ofertę posiadają. Może nawet na coś się skuszę ;-) Zobaczymy .
Próbek tym razem było jak na lekarstwo. A w zasadzie tylko jedna. Angielskiej firmy Bentley Organic ;-) Ciekawe czy mają jakieś powiązania z przemysłem samochodowym ??? ;-) ;-)
Mleczko do ciała bardzo ładnie się wchłonęło, ale jak to mleczka u mnie nawilżenie utrzymuje się krótko. Chętnie spróbowałabym jakiegoś masła do ciała, to u mnie lepiej się sprawdza.;-)
Największym zaskoczeniem tego pudełka były dla mnie produkty MASMI do higieny intymnej. Wszystkie produkty wykonane ze 100% bawełny, bez dodatków chemii, perfum, i tego wszystkiego co drażni i uczula. Wszytko biodegradowalne i w pełni ECO. Ulotka przedstawia cały, dość ciekawy asortyment, od środków higieny intymnej przez artykuły kosmetyczne, aż po produkty dla młodych mam ;-) Przyznaje, że mnie zaintrygowały, bo o takich rzeczach nie myślałam w ten sposób, a przecież tyle się mówi o środkach higieny, które przez wieki będą się rozkładać na wysypiskach śmieci ;-) ;-) ;-) więc od czegoś trzeba zacząć aby to zmienić ;-) ;-)
I co myślicie na temat tego zestawu ??? Znacie te rzeczy ???Chcecie się podzielić opinią na ich temat ??? Zapraszam do komentowania ;-) ;-) Jestem ciekawa Waszych opinii ;-))
Miłego dnia
k.smazik ;-)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz