Cześć ;-)
Zupełnie niezamierzenie, ale zrobiła mi się tutaj taka mała seria postów. O gadżetach kosmetycznych pisałam już tutaj i tutaj. To była podstawa, czyli coś co można znaleźć praktycznie w każdym domu w dzisiejszych czasach.
Ja ostatnio natrafiłam w mojej pobliskiej drogerii HEBE na cały regał, właśnie z tego typu asortymentem.
Podczas porządków przedświątecznych w łazience postanowiłam poszukać czegoś co pomogłoby mi wykorzystać w lepszy sposób moje kosmetyki i uczynić pielęgnację bardziej efektywną. I po spisaniu czego mogę potrzebować udałam się do drogerii. Wróciłam z niej z takimi oto gadżetami ;-))
Od pewnego czasu staram się wybierać kosmetyki, oczywiście przede wszystkim ze względu na skład, ale również ze względu na opakowanie. A to dlatego, że zależy od nich trwałość tych produktów i to czy faktycznie będą działać. Zawarte w nich składniki mogą przecież ulec zniszczeniu po kilku otwarciach. Najbardziej lubię tuby, bo można z nich wydobyć kosmetyk praktycznie do samego końca ;-)) Na drugim miejscu są u mnie opakowania airless. Trochę mniej wygodne jeśli chodzi o całkowite zużycie produktu, ale za to zapewniające maximum trwałości i czystości. Ostatnie miejsce zajmują słoiki. Jednak tych ostatnich mam dość sporo, więc staram się jak najmniej je otwierać, a może raczej jak najkrócej. Do wydobywania kosmetyków używałam też plastikowych patyczków po lodach. Dobry patent, ale niestety często się one łamały. A gdy chciałam je potraktować jakimś mocniejszym środkiem dezynfekującym niszczyły się.
Dlatego postanowiłam kupić taką szklaną szpatułkę do kosmetyków. Jest nie tylko bardziej estetyczna wizualnie, ale lepiej się sprawdza w tej roli. Mam nawet wrażenie, że łatwiej mi nią nabrać odpowiednią ilość kosmetyku i przez to są one bardziej wydajne.
Mam jednak wątpliwość czy to faktycznie jest szkło. Bardziej przypomina plastik, bo nie ma podstawowych właściwości szkła. Ale nie będę już w to wnikać, bo wystarczy mi taka jaka jest. Cena jak widzicie jest przystępna. Trwałość, no cóż. Na razie mogę powiedzieć, że po okresie 1,5 miesiąca nie widzę większych zmian, ani śladów użytkowania. Może małe zarysowania, ale to w niczym nie przeszkadza.
Kolejnym gadżetem są skompresowane maseczki z włókniny. Ten niewielki "drops", zbliżony wielkością do pięćdziesięciogroszówki. Myślałam o czymś takim już dłuższy czas ;-))) Pierwszy raz natrafiłam na takie maseczki przeglądając stronę Pat&Rub. Pierwsze sztuki dostałam wraz z ekoAmpułką lub Tonikiem. Szczerze mówiąc już teraz nie pamiętam. Od tego momentu mogę powiedzieć, że się w nich zakochałam ;-) Jeśli to w ogóle możliwe ;-))) Zaczęłam ich używać z tonikami oraz różnego rodzaju serum. Kupowałam też gotowe nasączane maseczki w płatach ;-)))) Jednak cała impreza była zbyt droga. Za 30 zł dostajemy 5 takich maseczek. Dla mnie to stosunek ceny do ilości zbyt duży i nie do przejścia. Na pewien czas porzuciłam taką pielęgnację. Jednak gdy zobaczyłam w drogerii te o to maseczki już wiedziałam, że będą moje. Do czego je wykorzystać ? Można na kilka sposobów. Ja np. nasączam je tonikiem ziołowym, naparem z ziół lub hydrolatem i stosuje samoczynnie jako maseczkę. Czasem gdy mam jakieś średniej jakości serum, to aby wzmocnić jego działanie nakładam taki nasączony płat na wcześniej zaaplikowane serum. Czasem mieszam hydrolat, kw.hialuronowy, witaminę C lub olejki i maseczkę nasączoną taka mieszaniną trzymam 10-15 minut. Więc możliwości jest całkiem sporo. Widzę pozytywy takiego działania. Bardziej gładką, jędrną skórę. Wypoczętą i ukojoną ;-))) A przy tym ok. 5 zł za opakowanie 10 szt. to rozsądna cena ;-)) i zdecydowanie bardziej na moją kieszeń. Zaopatrzyłam się już w zapas na najbliższy miesiąc. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak się relaksować przy jej udziale ;-))
Ostatnio pisałam o koreańskiej metodzie pielęgnacji, a dokładniej o książce o tej tematyce. Pod jej wpływam udało mi się wypracować, a raczej dopracować mój sposób pielęgnacji. Wprowadziłam parę zmian między innymi w oczyszczaniu skóry. Polubiłam się z olejkami zmywającymi twarz, bo w końcu nauczyłam się ich używać. Jednak w drugiej fazie oczyszczania zdecydowanie przeszłam na żele pilingujące do twarzy. Podczas porządków odkryłam jednak, że mam jeszcze w zapasie opakowania zwykłych żeli do zmywania twarzy bez drobinek. Aby jej zużyć mogłabym je mieszać np. z korundem. Ale zbyt częste stosowanie tak mocnego pilingu nie wyjdzie mi na dobre. I wtedy właśnie trafił w moje ręce silikonowy płatek myjący. Jest on jak nazwa wskazuje w całości wykonany z silikonu. Przez to jest miękki i przyjemny w dotyku. Ma dwie wielkości wypustek i jest bardzo giętki, dzięki czemu docieramy we do wszystkich partii twarzy. Jest on na tyle delikatny, że mogę go stosować codziennie. Bardzo dobrze współdziała z mleczkami do demakijażu i oczywiście żelami. Skóra jest wyraźnie oczyszczona, gładka, pozbawiona suchych skórek, ale nie podrażniona ;-) Przyjemne z pożytecznym ;-)) Po miesiącu stosowania nie widzę żadnych uszkodzeń. Wypustki są w komplecie, więc myślę, że będziemy razem działać jeszcze bardzo długo ;-))
Ostatni z moich wynalazków to klipsy do paznokci. Przyznaje się bez bicia to trochę zakup pod wpływem chwili. Zobaczyłam, pomyślałam i kupiłam. Pomyślałam, że fajne, zastąpi mi folię aluminiową do przytrzymywania wacików podczas zdejmowania lakieru z paznokci. Raz, że zajmuje to trochę czasu przygotowanie takiej folii, potem zawijanie. A niejednokrotnie zdarzyło mi się też przy tym pokaleczyć. Więc na pierwszy rzut oka wydawał się to dobry pomysł. Wrzuciłam do koszyka klipsy i podreptałam do domu ;-)) I faktycznie paten niezły. Sprawdza się jak znalazł przy zdejmowaniu lakierów piaskowych i większej ilości warstw lakierów zwykłych. Myślę, że sprawdzi się przy zdejmowaniu lakierów hybrydowych, chociaż sama ich nie używam, bo u mnie się nie sprawdzają ;-( Ale jak ktoś ma takie to gadżet ten też mu się przyda. Wielkość jest uniwersalna. Pasuje na każdy palec dłoni. Jeśli chodzi o stopy to z dużym paluchem nie jest już tak łatwo, ale dają radę i w takiej przypadku.
Jedyna rzecz do której muszę się przyczepić to jednak wielkość opakowania i cena. Za prawie 11 zł mamy zaledwie 5 sztuk. Żeby mieć komplet musimy zakupić dwa, a to już nam daje cenę powyżej 20 zł :-( Za taką kwotę jesteśmy wstanie kupić dwa dziesięciosztukowe zestawy gdzie indziej. No ale jak już pisałam to był spontaniczny zakup. Pewnie gdybym zrobiła wcześniejsze rozpoznanie w tej kwestii to znalazło by się coś w lepszej cenie.
Nie mniej jednak jestem zadowolona z wszystkich moich zakupów. Najlepiej świadczy o tym fakt, że korzystam z nich każdego dnia ;-)) Więc były to przemyślane i bardzo trafione zakupy ;-), no prawie ;-)))
A Wy macie jakieś swoje ulubione gadżety kosmetyczne, które ułatwiają Wam życie ???:-)))
Możecie o nich opowiedzieć w komentarzach, chętnie poczytam ;-))))
Pozdrawiam
k.smazik ;-)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz